Misje

 

********************************************************************************************************************************************************************************************************************************************** 

 


 

 

Prowincja Polska
Misji Afrykañskich (SMA)

                                                                                                             

                                                                                                                                             Manasao   28.10. 2013                    

                     Drodzy Przyjaciele Misji w Monasao.

 

Ostatni tydzień był dla Kościoła katolickiego czasem modlitwy za misje. W Polsce, Tydzień Misyjny obchodzony był pod hasłem: „Boże Miłosierdzie dla całego świata”. Wiem, że w tym czasie modliliście się również za nas w Republice Środkowoafrykańskiej, która dzisiaj potrzebuje Bożego Miłosierdzia jak nigdy dotąd. W czasach rebelii, gwałtów i ogromnego bólu ludzi niesłusznie skrzywdzonych tylko Boże Miłosierdzie może ukoić cierpienie i doprowadzić do pojednania. Dlatego chcę wszystkim podziękować za modlitwy i serce dla misji, szczególnie tutaj.

 

Co nowego u mnie? Zacznę od wiadomości na temat dzisiejszej sytuacji w kraju po 10 miesiącach rebelii. Stolice Bangui, po moim powrocie z Polski, dwa tygodnie temu, zastałem w miarę spokojna. Rebelianci są teraz tutaj mniej widoczni. Ale czy rzeczywiście jest ich mniej? Wszyscy mamy tę wątpliwość, ponieważ stale słyszy się o różnych nadużyciach w życiu codziennym mieszkańców stolicy oraz tych na prowincji. Rebelianci są mniej widoczni, być może, dlatego że przybyły do kraju międzynarodowe siły stabilizacyjne w służbie pokoju, złożone z żołnierzy i policjantów ościennych krajów afrykańskich. Dzięki nim, miesiąc temu, rozpoczęto proces rozbrajania rebeliantów „Seleka”. Wielu z nich ukrywa się dzisiaj i czeka na rozwój sytuacji, która pozostaje delikatna i niestabilna. Mimo wszystko mamy wrażenie, że idzie ku lepszemu. Często też słyszymy w radiu informacje o różnych spotkaniach na szczeblu międzynarodowym dotyczących RCA. Jest tym samym nadzieja na poprawę sytuacji, tym bardziej, że do dyskusji włączyła się Francji obiecując wzmocnienie swojego kontyngentu wojskowego większą ilością żołnierzy i pomoc logistyczną. Cel jest taki: doprowadzić do pokoju oraz wyborów prezydenckich na początku 2015. Cel ambitny, ale czy do zrealizowania? 

 

W Monasao, dzięki Bogu, wszystko jest OK. Misja stoi, mimo, że musieliśmy ją opuścić na przełomie sierpnia i września. Nasi stróże spisali się dobrze. Ks. Grzegorz wyjechał wcześniej z Monasao z powodu nieszczęśliwego upadku z drzewa w lesie jednego z naszych ludzi. Chłopak połamał sobie paskudnie nogę i zmuszeni byliśmy ewakuować go aż do Bangui. Tylko tutaj znaleźliśmy dla niego ratunek. Fransois, bo tak ma imię ten chłopak, miał wiele szczęścia w swoim nieszczęściu, gdyż był składany i operowany po 10 dniach od upadku i cała rana wyglądała już naprawdę niedobrze. Na dodatek był to dzień toczących się walk w dwielnicy, obok której znajduje się szpital. Mam z tym związane swoje własne wspomnienia, ponieważ wywoziłem go ze szpitala zaraz po operacji, przy rozchodzących się odgłosach wystrzałów z kałasznikow, ulice byłe puste a ludzie pochowani w swoich domach. Miałem dużo strachu w sercu jak tak sam przemierzałem stolicę z moim połamańcem.

 

Sierpniowe walki w Bangui spowodowały też nieprzewidziany wyjazd naszej uczennicy Marii Noelli, o której Wam pisałem jakiś czas temu. Niestety musieliśmy ja odesłać ze stolicy do Monasao, ponieważ sytuacja polityczna kraju nie pozwalała na zabezpieczanie jej bezpieczeństwa. Do tego doszła następna niespodziewana sprawa, narodziny małej dziewczynki, córki Marii Noelli, o istnieniu, której dowiedzieliśmy się miesiąc po tym jak rozpoczęła swoją pielęgniarską edukację, w styczniu tego roku. Jak to mówią tutejsi ludzie – „ciąża nie jest chorobą”. Czyli, nie było powodu byśmy ją mieli odesłać do domu. To raczej ciąg wydarzeń i splot sytuacji uniemożliwił nam dalszą pomoc w jej edukacji. Ale może to i lepiej. Dzisiaj zajmie się ona wychowaniem małej dziewczynki a kiedyś powrócimy jeszcze do tematu studiów.

 

Od początku września, po urlopie w Polsce, ks. Adam na nowo przebywa na misji w Monasao. Razem z nim przyleciała do RCA nasza misjonarka świecka Ewa, która z powodu szalejącej rebelii musiała opuścić kraj jeszcze w marcu. Mają się oni dobrze. Dla wszystkich ludzi była to wieka radość, gdy na nowo zobaczyli ich we wiosce. Ucieszyły się przede wszystkim nasze przyszłe krawcowe, które z Ewą dalej będą mogły kontynuować naukę szycia oraz wiele innych pożytecznych rzeczy.

 

Ostatni tydzień przyniósł nam też trochę zmian w naszej ekipie misyjnej w Monasao. Tym razem ks. Grzegorz szykuje się na dłuży wyjazd z Monasao, by mnie zastąpić na stanowisku przełożonego SMA w Bangui. Jego mandat będzie trwał trzy lata. Ja z satysfakcją kończę moją pracę w stolicy i być może jeszcze na początku grudnia powrócę na stałe do Monasao. Tym samym będę dalej kontynuować moją misyjną pracę wśród Pigmejów Bayaka, z której zostałem nagle wyrwany półtora roku, by zastąpić w SMA naszego współbrata Dennisa, który został mianowany biskupem Berberati. Proszę wszystkich o dalsze modlitwy w naszych intencjach.

                       Zapewniam, że my o Was też pamiętamy.  

                                                      Ks. Wojciech Lula

 

 

 

 

                                                                                                                                                       Monasao, 29/04/2012 r.

 

 

                                                             Drodzy Przyjaciele, Znajomi i Dobroczyńcy misji w Monasao!

 

 

                Chrystus zmartwychwstał !! Alleluja!! Tegoroczne Święta Wielkanocne już wprawdzie za nami, ale ja chcę o nich przypomnieć, bo stale trwamy w okresie wielkanocnym i z nadzieją czekamy na podmuch Ducha Bożego w dzień Pięćdziesiątnicy. Niech pamięć Wielkiej Nocy stale mieszka w Waszych sercach i rozpala je, by „być gorącym a nie zimnym” w naszym chrześcijańskim życiu.

 

                Dziękuję wszystkim, którzy w ostatnim czasie wysłali do mnie swoje życzenia i dzielili się ze mną radością Dobrej Nowiny o Zmartwychwstaniu. Wśród wielu życzeń, znalazłem takie, które były mi bardzo potrzebne w ostatnim czasie. Znajoma osoba napisała mi, że „Wielkanoc to wybór Życia”. Niby to takie oczywiste, ale czy zawsze o tym pamiętamy? Wybrać Życie to opowiedzieć się po stronie Źródła, z którego Ono wypływa. Wybrać Życie to przeciwstawiać się wszelkim przejawom tego, co Go zatruwa. W dzisiejszych czasach nie jest to łatwa sprawa. Niesprawiedliwość, wojny, bieda, wyuzdanie seksualne, głód, choroby, upadki w Kościele czy nawet samotność, to tylko kilka przykładów zatruwania i zabijania Życia.

 

                Poza tym, są przecież przypadki normalnie „normalne” jak śmierć, z którą w żaden sposób nie możemy sobie poradzić na ziemi. Dlatego, dobrze jest przypomnieć sobie o Zmartwychwstaniu Chrystusa, by nie wpaść w spiralę zła i rozpaczy, która kręci się wokół nas. Tak było u mnie w ostatnim czasie. W styczniu tego roku pochowaliśmy pierwszego katechistę z Monasao, Justin Poumwa (48lat). Był on także zasłużonym pielęgniarzem w naszej przychodni. Latami był nam podporą i solidnym pracownikiem o niewielkim wzroście, ale za to wielkim sercu i rozwiniętych zdolnościach intelektualnych. Każdy z nas przeżył tutaj jego śmierć z wielkim bólem i smutkiem. Po nim przyszła kolej na Ninę (36lat), szefową chóru, która zmarła w lutym. Była to kobieta o solidnym zdrowiu, pięknym głosie, zaangażowana i bardzo oddana Kościołowi. Mimo iż trochę pogmatwała sobie prywatne życie to zawsze pozostała wierna swojemu powołaniu i oddana Bogu. Nie znaleźliśmy przyczyn jej śmierci, mimo iż wcześniej szukaliśmy uporczywie źródła choroby. Gdy przywiozłem jej ciało ze szpitala do jej rodzinnego domu, to dwie godziny później, zmarła pod tą sama strzechą jej siostrzenica. Następnego dnia, w środę popielcową, miałem przed ołtarzem dwa trupy złożone na ziemi. W ten dzień nie potrzebowałem popiołu, by słowa „ z prochu jesteś i w proch się obrócisz” stały się zrozumiałe dla wszystkich.

 

                Nie chcąc wymieniać wszystkich przypadków śmierci, które nas spotkały w tym czasie, przejdę bezpośrednio do innego wydarzenia, które w jakiś sposób również zatruło nam życie. Jest to przypadek nowych wolontariuszy z DCC, którzy w październiku 2011 przyjechali do Monasao by zastąpić tych wcześniejszych. Tak jak to jest u nas w zwyczaju, mięli oni nam pomagać przez okres dwóch lat, ale już po pięciu miesiącach powrócili do Francji, zostawiając nas „na lodzie”. A być na lodzie w Afryce, to nic wesołego. Dlatego dzisiaj stale brakuje nam równowagi w pracach przychodni i szkolnictwie. Robimy wszystko, by ustać i nie polecieć na „tyły”, albo na łeb lub szyję. Mamy w prawdzie na co upaść, ale kto nas z tego podniesie? Głównym powodem przedwczesnego wyjazdu wolontariuszy był brak dojrzałości emocjonalnej, życiowej i zawodowej. Oczywiście jednym z powodów, dla których oni tutaj przyjechali, było pragnienie zdobycia większego doświadczenia. Niestety, ale pewnych braków nie uzupełni się w Afryce. Wręcz przeciwnie! Afryka ukazuje szybko wszystkie nasze słabe strony, bo w tutejszych realiach bardzo często musimy liczyć tylko na siebie lub tylko na Boga. Wspólnota też jest jakąś tam podporą, ale nie zrobi się w niej więcej niż to, co można zrobić. Dlatego jeśli pośród osób czytających te słowa znajdują się rodzice, to proszę Was, zwróćcie uwagę na te sprawy u swoich dzieci. Pewnie wiele z nich nigdy nie będzie pracować w Afryce, ale czy coś to zmienia? Problem ten jest przecież bardzo powszechny i występuje u wielu dzisiejszych młodych ludzi rozpoczynających swoje dorosłe życie. Chcąc opowiedzieć się po stronie Życia potrzebna jest nam dojrzałość, którą budujemy przede wszystkim w naszych rodzinach.

    

                Myślę, że na bazie tych kilku przykładów ukazałem wystarczająco jasno, jak bardzo pomocne były mi słowa: „Wielkanoc to wybór Życia”. Dzięki nim zacząłem patrzeć w innym kierunku. Dzięki nim dostałem także nowych sił, by się bardziej zmobilizować, by mobilizować innych, by patrzeć z ufnością na przyszłość. Oto kilka przykładów napawających optymizmem, z których wypływa nadzieja na lepsze jutro.

 


                W Wielkanoc, następna grupa osób przyjęła chrzest święty. Nasz kolega, ks. Krzysztof sprawował tę posługę po raz ostatni w Monasao, gdyż został powołany przez naszego przełożonego do pracy animacyjnej i powołaniowej w Polsce. Pomimo iż stawiamy ludziom przed chrztem coraz to większe wymagania, to ich liczba 
 stale wzrasta. Nie jest to wzrost ogromnych rozmiarów, ale za to o większym zaangażowaniu. W tym samym czasie przybyło nam sześć par, które zdecydowały się na sakrament małżeństwa. Poza tym, zaobserwowaliśmy, że są tacy, którzy do tej pory przynależeli do różnych sekt chrześcijańskich, krążących w naszym regionie, a teraz są prawdziwie zainteresowani Kościołem katolickim. Ta rzecz jest dla nas wielką zagadką, tak z punktu widzenia ich postępowania jak i naszej odpowiedzi na to wyzwanie. Jak do tego podejść? Jak z tym się uporać? Czego te osoby właściwie szukają u nas? W każdym razie jest to dla nas źródło radości, które pokazuje, że ludzie niekoniecznie szukają łatwiejszego życia, ale bardziej prawdziwego, bo to Prawda wyzwala.

               

                W pierwszym tygodniu po Wielkanocy wróciła do parafii z formacji w Karno, Bertine. Przez sześć miesięcy była ona na północy diecezji, gdzie wraz z całą swoją rodziną została posłana na formację dla katechistów. Takie przygotowanie do pracy w kościele prowadzone jest przy obecności najbliższej rodziny, by w ten sposób również i oni mogli uczestniczyć w powołaniu danej osoby. Będzie to pierwszy przypadek w naszej parafii, a może i w naszej diecezji, gdzie katechistą (nie mylić z katechetą lub katechetką) zostanie kobieta. W tej chwili czekamy na jej dyplom, by potem, może od nowego roku pastoralnego, oficjalnie mianować ją katechetą w Bayanga. Jej rola, zadania oraz zdanie będą miały dla nas ogromne znaczenie w życiu parafialnym i duszpasterskim. Jako kobieta inaczej będzie patrzyła na rzeczywistość, którą my spostrzegamy z męskiego punktu widzenia.

 

                Po długim okresie przygotowań papierów, pozwoleń i materiałów, wreszcie ruszyliśmy z budową kaplicy p.w. Piotra i Pawła w Salo1 oraz biblioteki z salkami do katechezy w Bayanga (im. Jana Pawła II). Ta pierwsza budowa jest realizowana przede wszystkim dzięki zaangażowaniu wiernych ze Strasburga. Druga zaś to owoc wysiłku kolędników misyjnych z diecezji tarnowskiej. Moi dobroczyńcy są również w to zaangażowani. Dlatego dziękuję wszystkim, którzy regularnie mnie wspierają i pomagają. Z tej strony, nasi parafianie także aktywnie uczestniczą w działaniach. Na pierwszym etapie, głównym ich zadaniem było wyciąganie kamieni, żwiru i piasku z rzeki. My zaś wszystko organizowaliśmy, przewoziliśmy i doglądaliśmy a potem w zależności od etapu prac budowlanych przeobrażaliśmy się z architektów w kierowników budowy.

 

                Dzieci pigmejskie, które wysyłamy do szkoły podstawowej, prowadzonej przez miejscowe siostry w Barce (ok. 200km od Monasao), uczą się dobrze. Największym ich problemem jest jednak matematyka. Widzenie rzeczy abstrakcyjnych takich jak 20x5 albo nawet 25+23 to wysiłek równy odkryciu, że ziemia się kręci. Jakby nie udało się nam zrobić z nich matematyków to przynajmniej liczymy na to, że kiedyś będą dobrymi botanikami i przeciwstawią się wyrębom tutejszych lasów. Więcej mamy trudności z samymi rodzicami. Gdy dzieci po zakończonej przerwie świątecznej wracały do szkoły na następne kilka miesięcy nauki, to rodzice zamiast im dodawać odwagi to ich jeszcze deprymowali swoimi skwaszonymi minami. Niektóre maluchy często to wykorzystują i przed wyruszeniem w drogę do szkoły, tak się zalewają słonymi łzami, że aż się serce kroi.

 

                W zastępstwie ks. Krzyśka, od stycznia 2012 r. dostaliśmy z SMA ks. Adama. Gdy przedstawialiśmy go nowym wspólnotom to każdy pytał: gdzie jest twoja Ewa? Dopiero będą zdziwieni jak za jakiś czas, zjawi się u nas na misji Ewa, by wspierać nasze wysiłki w pracy wśród kobiet. Każde dobra para rąk do pracy, to tutaj złoto albo nawet diament. Ewa, misjonarka świecka SMA z Polski ma przyjechać do Monasao po moim urlopie, który rozpocznę pod koniec maja. Tak, szykuje mi się trochę wypoczynku. Mam nadzieję, że będzie to także dobra okazja by Was, przynajmniej niektórych, spotkać. Dlatego tym optymistycznym akcentem, kończę mój list i mówię do zobaczenia, albo do następnego razu. Z Bogiem!

                                                                                                                                                                                     Wojtek

                                                                                                                                                                                                                                       ( ks. Wojciech Lula) 

            Strona internetowa Stowarzyszenia Misji Afrykańskich w Polsce

            http://www.sma.pl/pl

                                                                                                                                                                                                                                                               

 

 

Ekwador  


 

Prowincja Zamora-Chinchipe


 

 

 

 

Ks. Andrzej Juszczęć

 

 jpg.2.bmp - 791.07 Kb

 

 

 jpg.3.bmp - 791.07 Kb

 

 

 

 El Pangui 18.12.2013r

 Drodzy Przyjaciele Misji z Parafii M. B. Królowej Polski na Kmieciach!

 

Na wstępie mojego listu chcę serdecznie pozdrowić i wyrazić moją wdzięczność Księdzu Proboszczowi i całej Wspólnocie Parafialnej za okazaną mi serdeczność i pomoc. Chcę także bardzo przeprosić, za to, że tak długo zwlekałem z napisaniem tego listu.

Powodów ku temu było wiele, bo parafia w której pracuję jest bardzo rozległa (obejmuje cały powiat-około 40 km do najdalszych wiosek) i liczy prawie 10 tys mieszkańców z czego ponad 90% to katolicy. Pracy jest wiec bardzo wiele jak dla jednego księdza. Kilka dni po powrocie z wakacji w Polsce odwiedzili mnie księża z diecezji przemyskiej. Chcemy w przyszłości zaszczepić w naszej parafii ruch oazowy-dlatego odwiedził nas moderator diecezjalny ks. Daniel Trojnar. Teraz czynimy starania, by w przyszłym roku przyjechali do nas wolontariusze z ruchu oazowego i pomogli w organizacji pierwszych rekolekcji oazowych. Ekwador jak i większość krajów Ameryki Południowej posiada wielki potencjał młodzieży-rodziny są tu wielodzietne. Dlatego praca z dziećmi i młodzieżą staje się tu priorytetem. Tym bardziej, że władze chcą zdobyć poparcie młodych pozwalając im na wszystko, a przez to deprawując ich. Poważnym problemem jest tu wczesna inicjacja seksualna i idąca za tym duża liczba młodocianych matek (nawet już 12-letnie). Innym problemem jest tu magia, która staje się na nowo coraz bardziej popularna wśród miejscowej ludności. Często także i młodzi dla zabawy zaczynają ją uprawiać. Skutki bywają czasem bardzo tragiczne. W ostatnim czasie mieliśmy dwa przypadki opętania wśród młodzieży. Z drugiej jednak strony tutejsza młodzież jest jeszcze bardzo otwarta na sprawy duchowe i trzeba to wykorzystać organizując grupy dziecięce i młodzieżowe, bo sama katecheza okazuje się niewystarczająca (tym bardziej, że jej poziom jest dość niski-katechistami są najczęściej osoby bez większego przygotowania). Obecnie uczestniczy w katechezie około 900 dzieci i młodzieży, przygotowujących się pod kierownictwem ponad 70 katechistów. Rok katechetyczny rozpoczął się końcem września i potrwa do połowy czerwca.

Dzięki pomocy materialnej Księdza i Jego Parafian i wsparcie wiernych z innych parafii, które odwiedziłem podczas wakacji w Polsce oraz pomocy władz naszego powiatu – El Pangui, w ostatnich dniach ukończyliśmy budowę fasady naszego nowego kościoła. Efekt można zobaczyć na zdjęciach.. W ubiegłą sobotę została ona poświęcona przez naszego Biskupa. Nowy kościół jest powodem naszej dumy-jest obecnie największym kościołem w naszej diecezji. Pozostało jeszcze wiele do zrobienia ale to co udało nam się osiągnąć jest powodem naszej wielkiej radości i wdzięczności Panu Bogu i ludziom. Duży wkład mają w tym dziele nasi parafianie, którzy wspierali prace swoimi ofiarami. Każdego roku w dniu odpustu parafialnego organizujemy bazar podczas którego licytuje się zwierzęta i inne produkty rolnicze. Także obecne władze powiatowe ze starostą (el alcalde) na czele bardzo nam pomagają w budowie kościoła.

Tak jak i w całym Kościele Katolickim przeżywamy obecnie czas adwentu. Tu może nie jest on przeżywany tak intensywnie jak w Polsce. Nie ma rorat, rekolekcji i wielkich spowiedzi, ale Nowenna do Dzieciątka Jezus jest odprawiana w każdej parafii, wielu wioskach a nawet i w rodzinach. Każdego dnia nowenny inna dzielnica wraz z instytucjami znajdującymi się na jej terenie jest odpowiedzialna za oprawę liturgiczną Mszy św. i modlitwy nowenny, a po wszystkim przygotowują kawę i bułki dla wszystkich uczestników. Przez pierwsze dwa dni kościół mieliśmy pełen wiernych. Mam nadzieję, że tak będzie do końca nowenny. W Boże Narodzenie tradycyjnie Pasterka (Misa del Gallo), procesja z Dzieciątkiem Jezus (Pase del Nino ) a po głównej Mszy św. wspólne świętowanie – gry i zabawy dla dzieci, młodzieży i dorosłych z licznymi nagrodami. Nam Polakom pracującym tu na misjach brakuje bardzo polskich tradycyjnych zwyczajów, jak choćby Wieczerza Wigilijna, opłatek, wspólne kolędowanie, choinka itp. Dlatego każdego roku organizujemy bożonarodzeniowe spotkanie polskich misjonarzy z całego Ekwadoru. W tym roku odbędzie się ono w naszej diecezji w dniach 7 i 8 stycznia 2014 r.

Na zbliżające się święta Bożego Narodzenia pragnę złożyć serdeczne życzenia dla Całej Wspólnoty Parafialnej. Niech Nowonarodzona Boża Dziecina obdarza Was Wszystkich obfitymi łaskami, niech pokój i radość napełni Wasze serca i rodziny, niech Gwiazda Betlejemska rozjaśni wszystkie mroki serca a Trzej Królowie będą przewodnikami na drogach poszukiwania Jezusa we wszystkich momentach życia.

Szczęść Boże!

 

Ks. Andrzej Juszczęć – misjonarz z Ekwadoru

 

 

 

 

 

1- List ks. Andrzeja Juszczęcia z El Pangui
Szczęść Boże!     

 

Serdeczne pozdrowienia z El Pangui! Czas biegnie mi tu bardzo szybko i już minęły 4 miesiące mego pobytu w Ekwadorze i 2 miesiące na swojej parafii. Mam tu sporo pracy bo parafia liczy ok. 7 tys. wiernych. Można powiedzieć, że mam tu dwie parafie; jedna prawie jak w Polsce, gdzie ludzie chcą się spowiadać, przystępują do komunii, uczestniczą dość licznie we Mszy św., i druga misyjna z odległymi dojazdami z praca wśród Indian, którzy od niedawna są katolikami wiec wymagają pracy „u podstaw”. W ubiegłym tygodniu miałem wiele pracy bo gościli w mojej parafii studenci z Loja w ramach "mision ecuatoriana". Pracowali w 5 wioskach wiec musiałem je kilkakrotnie odwiedzić i sprawować tam Msze św., a na koniec gościłem ich na swojej plebani. I w tym samym czasie wymienialiśmy poszycie dachu na domu katechetycznym, bo po każdym deszczu trzeba było wylewać wodę, rozpoczęliśmy malowanie – ja kupiłem farbę a rodzice katechizowanych dzieci maja opłacić malarza. Było to możliwe tylko dzięki pieniądzom przywiezionym z Polski. Bo tu co prawda jest za co żyć, ale by kupić coś większego, coś wybudować lub wyremontować potrzeba pomocy materialnej z zewnątrz.     

Trwa Wielki Post wiec pracy jest sporo, ale tu wygląda on zupełnie inaczej niż w Polsce, brakuje zupełnie wyciszenia, na Drogę Krzyżową przychodzi tylko garstka ludzi. Chce w tym czasie odwiedzić wszystkie wioski wiec mam sporo wyjazdów i sporo Mszy św. (w Popielec miałem 6),     w niedziele mam 5. Muszę koniecznie szukać kolejnego księdza bo samu jest bardzo, bardzo ciężko, dosłownie i w przenośni bo sporo pracy ale i sporo wyjazdów samochodem i czasem łodzią. Na jednym z dojazdów szykuje się rozbudowa kaplicy, wiec kolejna praca (moja lista budów jest znacznie dłuższa - jak na razie żadna ze wspólnot Suara nie ma kaplicy, a takich wspólnot jest bardzo wiele i sami nie są w stanie podołać tym zadaniom), ale to wszystko człowieka cieszy, bo jest co robić i są owoce tej pracy. Ostatnio odprawiałem Msze w miejscu gdzie w związku z konfliktem wokół powstającej kopalni miedzi, nie było Mszy św. już prawie 6 miesięcy.

Tym razem już kończę, bo jest już późno i jestem zmęczony bo byłem w Loja (ponad 7 godzin jazdy samochodem w obie strony, ale to najbliższe miasto gdzie można zrobić większe zakupy. Droga którą jechałem wznosi się na wysokość ponad 2700 m npm, czyli wyżej niż Tatry ).

Pozdrawiam serdecznie  i zapraszam do odwiedzenia Ekwadoru, tu można zdobywać szczyty górskie, podziwiać wodospady i całe piękno przyrody równikowej z dorzecza Amazonki. El Pangui jest stolica storczyków. Rosną tu najpiękniejsze odmiany tych roślin.

Obiecuje znaleźć czas i napisać więcej i przesłać trochę zdjęć z Ekwadoru.

 

Pozdrawiam serdecznie wszystkich parafian z Księdzem Proboszczem na czele.                                           

 

                                  Ks. Andrzej Juszczęć

 

http://www.guadalupe-ec.org/4_Vikariat/00_vicariato_es.htm

 

 

101.jpg.bmp - 243.40 Kb
Parafia ks. Andrzeja Juszczęcia

 

 

2 - List ks. Andrzeja

Szczęść Boże! 

 

Serdecznie pozdrawiam z El Pangui! Dziękuję za list i życzenia świąteczne i przepraszam, ze nie zdążyłem wysłać swoich ale niestety nawal pracy przedświątecznej sprawił, ze nie było na to czasu, a jak już był czas to zabrakło sił. Ale święta minęły i jakoś tej pracy wcale nie jest dużo mniej. Bo już 13 maja będzie w naszej parafii odpust ku czci MB Fatimskiej, a tu obchodzi się takie święta bardzo uroczyście wiec poprzedza je wiele przygotowań i ich celebracja trwa ponad tydzień. Później bierzmowanie i Pierwsze Komunie, a międzyczasie trochę mniejsze fiesty w mniejszych wioskach. Wiec dalej jak przed świętami czasem mam nawet i 6 Mszy św. w ciągu dnia. Ostatnio rozpoczęła się tu zima czyli pora deszczowa, codziennie pada i jest troszeczkę chłodniej. W związku z opadami zdarzają się tzw. "rumbos" czyli osunięcia się ziemi (czasem pół góry zjedzie na drogę, innym razem droga zjedzie w dół z połową góry) i wtedy droga jest nieprzejezdna przez pewien okres czasu. W ostatnim czasie znalazłem trochę informacji na temat historii El Pangui, pochodzeniu nazwy (w jez. Shuara oznacza miejsce gdzie żyją węże boa) i Indianach zamieszkujących te tereny. Wiec następnym razem prześlę większą garść informacji o nich i o Kolonos, czyli potomkach konkwistadorów. Teraz tylko pewna zapowiedz.Na jednym ze zdjęć wcześniej przesłanych są bukiety z kwiatów zdobiące ołtarz, to zdjęcie pochodzi z innej parafii, z terenów zamieszkałych głównie przez Indian Saraguro (nazwa pochodzi od regionu gdzie żyje ich najwięcej i oznacza "ziemie kukurydzy", ona stanowi większość ich upraw i jest znakiem obfitości pożywienia) i robią to co tydzień, by w niedziele przyozdobić swoją świątynię. Maja także wiele pięknych zwyczajów świątecznych. Ale u mnie w parafii stanowią oni niewielka grupę. Miejscowa ludność rzeczywiście nie ma tu łatwego życia, zwłaszcza Indianie Shuara, którzy stanowią najbiedniejszą warstwę. Władze przypominają sobie o nich gdy zbliżają się wybory albo trzeba zrobić blokadę dróg, później "wszystko wraca do normy" i dla nich już nie ma pomocy. Co prawda tworzy się wciąż nowe organizacje, które maja im pomagać, ale te organizacje zjadają prawie całą pomoc przeznaczona dla Indian i ci ostatni nie dostają z tego nic. To taki "zapomniany świat". Zresztą nazwa "shuara" oznacza osoby dzikie, bez kultury, niebezpieczne i tak są dziś traktowane przez władze.I tak na koniec trochę bardziej optymistycznych wieści: ostatnio doczekałem się już swoich bananów, pomarańczy i innych owoców ale i zasadziłem kolejne roślinki w swoim ogrodzie. Trzeba będzie poczekać kilka lat na owoce, ale od czegoś trzeba przecież zacząć.                 

 

W najbliższym tygodniu będę miał już wstępny projekt zmiany dachu na kościele parafialnym w El Pangui i rozbudowy tego kościoła, bo jest trochę mały jak na potrzeby tej wspólnoty. No i ostatni zaczynam zastanawiać się nad przyjazdem do Polski na miesiąc czasu by odwiedzić znajomych i na jakiś czas zmienić klimat, który jednak dla nas europejczyków jest cieżki. Na tym będę kończył, bo przecież w następnym liście też coś muszę napisać. Pozdrawiam serdecznie Wszystkich Znajomych z Księdzem Proboszczem na czele.                      

 

Z Panem Bogiem!                                                                                      Ks. Andrzej

 *************************************************************************************************************************************************************************************************************************************************