Misje Drukuj
Spis treści
Misje
Strona 2

 

********************************************************************************************************************************************************************************************************************************************** 

 


 

 

Prowincja Polska
Misji Afrykañskich (SMA)

                                                                                                             

                                                                                                                                             Manasao   28.10. 2013                    

                     Drodzy Przyjaciele Misji w Monasao.

 

Ostatni tydzień był dla Kościoła katolickiego czasem modlitwy za misje. W Polsce, Tydzień Misyjny obchodzony był pod hasłem: „Boże Miłosierdzie dla całego świata”. Wiem, że w tym czasie modliliście się również za nas w Republice Środkowoafrykańskiej, która dzisiaj potrzebuje Bożego Miłosierdzia jak nigdy dotąd. W czasach rebelii, gwałtów i ogromnego bólu ludzi niesłusznie skrzywdzonych tylko Boże Miłosierdzie może ukoić cierpienie i doprowadzić do pojednania. Dlatego chcę wszystkim podziękować za modlitwy i serce dla misji, szczególnie tutaj.

 

Co nowego u mnie? Zacznę od wiadomości na temat dzisiejszej sytuacji w kraju po 10 miesiącach rebelii. Stolice Bangui, po moim powrocie z Polski, dwa tygodnie temu, zastałem w miarę spokojna. Rebelianci są teraz tutaj mniej widoczni. Ale czy rzeczywiście jest ich mniej? Wszyscy mamy tę wątpliwość, ponieważ stale słyszy się o różnych nadużyciach w życiu codziennym mieszkańców stolicy oraz tych na prowincji. Rebelianci są mniej widoczni, być może, dlatego że przybyły do kraju międzynarodowe siły stabilizacyjne w służbie pokoju, złożone z żołnierzy i policjantów ościennych krajów afrykańskich. Dzięki nim, miesiąc temu, rozpoczęto proces rozbrajania rebeliantów „Seleka”. Wielu z nich ukrywa się dzisiaj i czeka na rozwój sytuacji, która pozostaje delikatna i niestabilna. Mimo wszystko mamy wrażenie, że idzie ku lepszemu. Często też słyszymy w radiu informacje o różnych spotkaniach na szczeblu międzynarodowym dotyczących RCA. Jest tym samym nadzieja na poprawę sytuacji, tym bardziej, że do dyskusji włączyła się Francji obiecując wzmocnienie swojego kontyngentu wojskowego większą ilością żołnierzy i pomoc logistyczną. Cel jest taki: doprowadzić do pokoju oraz wyborów prezydenckich na początku 2015. Cel ambitny, ale czy do zrealizowania? 

 

W Monasao, dzięki Bogu, wszystko jest OK. Misja stoi, mimo, że musieliśmy ją opuścić na przełomie sierpnia i września. Nasi stróże spisali się dobrze. Ks. Grzegorz wyjechał wcześniej z Monasao z powodu nieszczęśliwego upadku z drzewa w lesie jednego z naszych ludzi. Chłopak połamał sobie paskudnie nogę i zmuszeni byliśmy ewakuować go aż do Bangui. Tylko tutaj znaleźliśmy dla niego ratunek. Fransois, bo tak ma imię ten chłopak, miał wiele szczęścia w swoim nieszczęściu, gdyż był składany i operowany po 10 dniach od upadku i cała rana wyglądała już naprawdę niedobrze. Na dodatek był to dzień toczących się walk w dwielnicy, obok której znajduje się szpital. Mam z tym związane swoje własne wspomnienia, ponieważ wywoziłem go ze szpitala zaraz po operacji, przy rozchodzących się odgłosach wystrzałów z kałasznikow, ulice byłe puste a ludzie pochowani w swoich domach. Miałem dużo strachu w sercu jak tak sam przemierzałem stolicę z moim połamańcem.

 

Sierpniowe walki w Bangui spowodowały też nieprzewidziany wyjazd naszej uczennicy Marii Noelli, o której Wam pisałem jakiś czas temu. Niestety musieliśmy ja odesłać ze stolicy do Monasao, ponieważ sytuacja polityczna kraju nie pozwalała na zabezpieczanie jej bezpieczeństwa. Do tego doszła następna niespodziewana sprawa, narodziny małej dziewczynki, córki Marii Noelli, o istnieniu, której dowiedzieliśmy się miesiąc po tym jak rozpoczęła swoją pielęgniarską edukację, w styczniu tego roku. Jak to mówią tutejsi ludzie – „ciąża nie jest chorobą”. Czyli, nie było powodu byśmy ją mieli odesłać do domu. To raczej ciąg wydarzeń i splot sytuacji uniemożliwił nam dalszą pomoc w jej edukacji. Ale może to i lepiej. Dzisiaj zajmie się ona wychowaniem małej dziewczynki a kiedyś powrócimy jeszcze do tematu studiów.

 

Od początku września, po urlopie w Polsce, ks. Adam na nowo przebywa na misji w Monasao. Razem z nim przyleciała do RCA nasza misjonarka świecka Ewa, która z powodu szalejącej rebelii musiała opuścić kraj jeszcze w marcu. Mają się oni dobrze. Dla wszystkich ludzi była to wieka radość, gdy na nowo zobaczyli ich we wiosce. Ucieszyły się przede wszystkim nasze przyszłe krawcowe, które z Ewą dalej będą mogły kontynuować naukę szycia oraz wiele innych pożytecznych rzeczy.

 

Ostatni tydzień przyniósł nam też trochę zmian w naszej ekipie misyjnej w Monasao. Tym razem ks. Grzegorz szykuje się na dłuży wyjazd z Monasao, by mnie zastąpić na stanowisku przełożonego SMA w Bangui. Jego mandat będzie trwał trzy lata. Ja z satysfakcją kończę moją pracę w stolicy i być może jeszcze na początku grudnia powrócę na stałe do Monasao. Tym samym będę dalej kontynuować moją misyjną pracę wśród Pigmejów Bayaka, z której zostałem nagle wyrwany półtora roku, by zastąpić w SMA naszego współbrata Dennisa, który został mianowany biskupem Berberati. Proszę wszystkich o dalsze modlitwy w naszych intencjach.

                       Zapewniam, że my o Was też pamiętamy.  

                                                      Ks. Wojciech Lula

 

 

 

 

                                                                                                                                                       Monasao, 29/04/2012 r.

 

 

                                                             Drodzy Przyjaciele, Znajomi i Dobroczyńcy misji w Monasao!

 

 

                Chrystus zmartwychwstał !! Alleluja!! Tegoroczne Święta Wielkanocne już wprawdzie za nami, ale ja chcę o nich przypomnieć, bo stale trwamy w okresie wielkanocnym i z nadzieją czekamy na podmuch Ducha Bożego w dzień Pięćdziesiątnicy. Niech pamięć Wielkiej Nocy stale mieszka w Waszych sercach i rozpala je, by „być gorącym a nie zimnym” w naszym chrześcijańskim życiu.

 

                Dziękuję wszystkim, którzy w ostatnim czasie wysłali do mnie swoje życzenia i dzielili się ze mną radością Dobrej Nowiny o Zmartwychwstaniu. Wśród wielu życzeń, znalazłem takie, które były mi bardzo potrzebne w ostatnim czasie. Znajoma osoba napisała mi, że „Wielkanoc to wybór Życia”. Niby to takie oczywiste, ale czy zawsze o tym pamiętamy? Wybrać Życie to opowiedzieć się po stronie Źródła, z którego Ono wypływa. Wybrać Życie to przeciwstawiać się wszelkim przejawom tego, co Go zatruwa. W dzisiejszych czasach nie jest to łatwa sprawa. Niesprawiedliwość, wojny, bieda, wyuzdanie seksualne, głód, choroby, upadki w Kościele czy nawet samotność, to tylko kilka przykładów zatruwania i zabijania Życia.

 

                Poza tym, są przecież przypadki normalnie „normalne” jak śmierć, z którą w żaden sposób nie możemy sobie poradzić na ziemi. Dlatego, dobrze jest przypomnieć sobie o Zmartwychwstaniu Chrystusa, by nie wpaść w spiralę zła i rozpaczy, która kręci się wokół nas. Tak było u mnie w ostatnim czasie. W styczniu tego roku pochowaliśmy pierwszego katechistę z Monasao, Justin Poumwa (48lat). Był on także zasłużonym pielęgniarzem w naszej przychodni. Latami był nam podporą i solidnym pracownikiem o niewielkim wzroście, ale za to wielkim sercu i rozwiniętych zdolnościach intelektualnych. Każdy z nas przeżył tutaj jego śmierć z wielkim bólem i smutkiem. Po nim przyszła kolej na Ninę (36lat), szefową chóru, która zmarła w lutym. Była to kobieta o solidnym zdrowiu, pięknym głosie, zaangażowana i bardzo oddana Kościołowi. Mimo iż trochę pogmatwała sobie prywatne życie to zawsze pozostała wierna swojemu powołaniu i oddana Bogu. Nie znaleźliśmy przyczyn jej śmierci, mimo iż wcześniej szukaliśmy uporczywie źródła choroby. Gdy przywiozłem jej ciało ze szpitala do jej rodzinnego domu, to dwie godziny później, zmarła pod tą sama strzechą jej siostrzenica. Następnego dnia, w środę popielcową, miałem przed ołtarzem dwa trupy złożone na ziemi. W ten dzień nie potrzebowałem popiołu, by słowa „ z prochu jesteś i w proch się obrócisz” stały się zrozumiałe dla wszystkich.

 

                Nie chcąc wymieniać wszystkich przypadków śmierci, które nas spotkały w tym czasie, przejdę bezpośrednio do innego wydarzenia, które w jakiś sposób również zatruło nam życie. Jest to przypadek nowych wolontariuszy z DCC, którzy w październiku 2011 przyjechali do Monasao by zastąpić tych wcześniejszych. Tak jak to jest u nas w zwyczaju, mięli oni nam pomagać przez okres dwóch lat, ale już po pięciu miesiącach powrócili do Francji, zostawiając nas „na lodzie”. A być na lodzie w Afryce, to nic wesołego. Dlatego dzisiaj stale brakuje nam równowagi w pracach przychodni i szkolnictwie. Robimy wszystko, by ustać i nie polecieć na „tyły”, albo na łeb lub szyję. Mamy w prawdzie na co upaść, ale kto nas z tego podniesie? Głównym powodem przedwczesnego wyjazdu wolontariuszy był brak dojrzałości emocjonalnej, życiowej i zawodowej. Oczywiście jednym z powodów, dla których oni tutaj przyjechali, było pragnienie zdobycia większego doświadczenia. Niestety, ale pewnych braków nie uzupełni się w Afryce. Wręcz przeciwnie! Afryka ukazuje szybko wszystkie nasze słabe strony, bo w tutejszych realiach bardzo często musimy liczyć tylko na siebie lub tylko na Boga. Wspólnota też jest jakąś tam podporą, ale nie zrobi się w niej więcej niż to, co można zrobić. Dlatego jeśli pośród osób czytających te słowa znajdują się rodzice, to proszę Was, zwróćcie uwagę na te sprawy u swoich dzieci. Pewnie wiele z nich nigdy nie będzie pracować w Afryce, ale czy coś to zmienia? Problem ten jest przecież bardzo powszechny i występuje u wielu dzisiejszych młodych ludzi rozpoczynających swoje dorosłe życie. Chcąc opowiedzieć się po stronie Życia potrzebna jest nam dojrzałość, którą budujemy przede wszystkim w naszych rodzinach.

    

                Myślę, że na bazie tych kilku przykładów ukazałem wystarczająco jasno, jak bardzo pomocne były mi słowa: „Wielkanoc to wybór Życia”. Dzięki nim zacząłem patrzeć w innym kierunku. Dzięki nim dostałem także nowych sił, by się bardziej zmobilizować, by mobilizować innych, by patrzeć z ufnością na przyszłość. Oto kilka przykładów napawających optymizmem, z których wypływa nadzieja na lepsze jutro.

 


                W Wielkanoc, następna grupa osób przyjęła chrzest święty. Nasz kolega, ks. Krzysztof sprawował tę posługę po raz ostatni w Monasao, gdyż został powołany przez naszego przełożonego do pracy animacyjnej i powołaniowej w Polsce. Pomimo iż stawiamy ludziom przed chrztem coraz to większe wymagania, to ich liczba 
 stale wzrasta. Nie jest to wzrost ogromnych rozmiarów, ale za to o większym zaangażowaniu. W tym samym czasie przybyło nam sześć par, które zdecydowały się na sakrament małżeństwa. Poza tym, zaobserwowaliśmy, że są tacy, którzy do tej pory przynależeli do różnych sekt chrześcijańskich, krążących w naszym regionie, a teraz są prawdziwie zainteresowani Kościołem katolickim. Ta rzecz jest dla nas wielką zagadką, tak z punktu widzenia ich postępowania jak i naszej odpowiedzi na to wyzwanie. Jak do tego podejść? Jak z tym się uporać? Czego te osoby właściwie szukają u nas? W każdym razie jest to dla nas źródło radości, które pokazuje, że ludzie niekoniecznie szukają łatwiejszego życia, ale bardziej prawdziwego, bo to Prawda wyzwala.

               

                W pierwszym tygodniu po Wielkanocy wróciła do parafii z formacji w Karno, Bertine. Przez sześć miesięcy była ona na północy diecezji, gdzie wraz z całą swoją rodziną została posłana na formację dla katechistów. Takie przygotowanie do pracy w kościele prowadzone jest przy obecności najbliższej rodziny, by w ten sposób również i oni mogli uczestniczyć w powołaniu danej osoby. Będzie to pierwszy przypadek w naszej parafii, a może i w naszej diecezji, gdzie katechistą (nie mylić z katechetą lub katechetką) zostanie kobieta. W tej chwili czekamy na jej dyplom, by potem, może od nowego roku pastoralnego, oficjalnie mianować ją katechetą w Bayanga. Jej rola, zadania oraz zdanie będą miały dla nas ogromne znaczenie w życiu parafialnym i duszpasterskim. Jako kobieta inaczej będzie patrzyła na rzeczywistość, którą my spostrzegamy z męskiego punktu widzenia.

 

                Po długim okresie przygotowań papierów, pozwoleń i materiałów, wreszcie ruszyliśmy z budową kaplicy p.w. Piotra i Pawła w Salo1 oraz biblioteki z salkami do katechezy w Bayanga (im. Jana Pawła II). Ta pierwsza budowa jest realizowana przede wszystkim dzięki zaangażowaniu wiernych ze Strasburga. Druga zaś to owoc wysiłku kolędników misyjnych z diecezji tarnowskiej. Moi dobroczyńcy są również w to zaangażowani. Dlatego dziękuję wszystkim, którzy regularnie mnie wspierają i pomagają. Z tej strony, nasi parafianie także aktywnie uczestniczą w działaniach. Na pierwszym etapie, głównym ich zadaniem było wyciąganie kamieni, żwiru i piasku z rzeki. My zaś wszystko organizowaliśmy, przewoziliśmy i doglądaliśmy a potem w zależności od etapu prac budowlanych przeobrażaliśmy się z architektów w kierowników budowy.

 

                Dzieci pigmejskie, które wysyłamy do szkoły podstawowej, prowadzonej przez miejscowe siostry w Barce (ok. 200km od Monasao), uczą się dobrze. Największym ich problemem jest jednak matematyka. Widzenie rzeczy abstrakcyjnych takich jak 20x5 albo nawet 25+23 to wysiłek równy odkryciu, że ziemia się kręci. Jakby nie udało się nam zrobić z nich matematyków to przynajmniej liczymy na to, że kiedyś będą dobrymi botanikami i przeciwstawią się wyrębom tutejszych lasów. Więcej mamy trudności z samymi rodzicami. Gdy dzieci po zakończonej przerwie świątecznej wracały do szkoły na następne kilka miesięcy nauki, to rodzice zamiast im dodawać odwagi to ich jeszcze deprymowali swoimi skwaszonymi minami. Niektóre maluchy często to wykorzystują i przed wyruszeniem w drogę do szkoły, tak się zalewają słonymi łzami, że aż się serce kroi.

 

                W zastępstwie ks. Krzyśka, od stycznia 2012 r. dostaliśmy z SMA ks. Adama. Gdy przedstawialiśmy go nowym wspólnotom to każdy pytał: gdzie jest twoja Ewa? Dopiero będą zdziwieni jak za jakiś czas, zjawi się u nas na misji Ewa, by wspierać nasze wysiłki w pracy wśród kobiet. Każde dobra para rąk do pracy, to tutaj złoto albo nawet diament. Ewa, misjonarka świecka SMA z Polski ma przyjechać do Monasao po moim urlopie, który rozpocznę pod koniec maja. Tak, szykuje mi się trochę wypoczynku. Mam nadzieję, że będzie to także dobra okazja by Was, przynajmniej niektórych, spotkać. Dlatego tym optymistycznym akcentem, kończę mój list i mówię do zobaczenia, albo do następnego razu. Z Bogiem!

                                                                                                                                                                                     Wojtek

                                                                                                                                                                                                                                       ( ks. Wojciech Lula) 

            Strona internetowa Stowarzyszenia Misji Afrykańskich w Polsce

            http://www.sma.pl/pl

                                                                                                                                                                                                                                                               



 
 
up
up